1 funt szterling = PLN
Pogoda w Peterborough
Peterborough
+10°C
Dzisiaj jest: 18.4.2026
   accidentZigZag-Baner 
polbud OMEGA POPRAWIONE  
 SHA baner  

Bellsize 

POLECANE

JAK O "TYM" MÓWIĆ?

Wszystko, co chcielibyście powiedzieć dziecku o sprawach intymnych, a nie wiecie, jak to zrobić. O tym, jak rozmawiać z dziećmi na tematy intymne, wiemy dzisiaj o wiele więcej niż nasi rodzice, gdy my byliśmy mali. Mamy do dyspozycji książeczki, które pięknie wyjaśniają, skąd się biorą dzieci, poradniki dla rodziców, internet. Jednym słowem w sprawach seksu w ogóle panuje większa otwartość. Teoretycznie jesteśmy więc świetnie przygotowani. Praktycznie - często niepewni, jakich słów użyć i co konkretnie powiedzieć.

Odpowiednie dać rzeczy słowo Współczesna polszczyzna sprawy nie ułatwia. Chcąc rozmawiać o narządach płciowych, możemy posłużyć się raptem kilkunastoma wyrazami, z czego większość jest albo żywcem wzięta z podręczników medycznych, albo wulgarna, albo brzmi infantylnie. Podobnie jest z określeniami dotyczącymi aktu seksualnego. Fakt, że wybór mamy słaby, nie oznacza jednak, że nie warto się nad nim zastanawiać. Przeanalizujmy, jakie komunikaty niosą ze sobą poszczególne określenia i dlaczego jedne bardziej nadają się do rozmowy z kilkulatkiem, a inne mniej. Przy okazji możemy dowiedzieć się też co nieco o sobie i własnym stosunku do sfery seksualnej.

Określenia z podręcznika, czyli wszystkie „oficjalne” nazwy organów płciowych, jak np. „penis”, „jądra”, „pochwa”, „wagina” czy „wargi sromowe”, wydają się być trochę zbyt poważne na rozmowy z maluchem. W pewnym sensie to tak, jakby rozmawiać z nim o „gałce ocznej”, zamiast o „oku”. Jednak stosowanie ich ma też swoje zalety. Dziecko od małego zna prawidłowe, dorosłe określenia narządów płciowych, więc w przyszłości, np. podczas wizyt lekarskich, lekcji biologii czy sytuacji intymnych, rozmowa o nich będzie dla niego łatwiejsza.

Określenia zdrobniałe, czyli np. „siusiak”, „pisia” czy „cipka” można uznać za bardziej dostosowane do dziecka w wieku przedszkolnym niż określenia medyczne. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że w przeciwieństwie do tych drugich zwykle akcentują tylko jedną funkcję narządów płciowych, czyli oddawanie moczu. Przykładem są takie wyrazy jak „siusiak” lub „siurek” czy „pisia” lub „sisia”. Warto więc zatroszczyć się o to, by przedszkolak wiedział, że w rozmowie pomiędzy dorosłymi używa się „dorosłych” synonimów.

Określenia tworzone przez rodzinę na jej prywatny użytek, takie jak np. „wargi wstydliwe” czy „dolne wargi” (synonim warg sromowych) albo „Mały Jasiu” czy „obywatel” (synonim penisa) zwykle niosą ze sobą jeszcze więcej informacji niż wyrażenia medyczne i zdrobniałe. Trzeba więc używać ich bardziej świadomie. Często też prowokują dzieci do zadawania dodatkowych pytań, np. „dlaczego wstydliwe?”. Niebagatelne znaczenie ma to, czy odpowiemy: „bo należy się ich wstydzić” czy też, co jest lepsze: „bo nie należy ich wystawiać na widok publiczny”. Warto powiedzieć maluchowi, że specjalny, niedostępny dla osób spoza rodziny, język wynika z tego, że sfera seksualna jest szczególna i nie powinna być tematem rozmów pomiędzy obcymi osobami. Zwykle dzieci wychowywane w domu, w którym korzysta się z prywatnego intymnego słownika, w późniejszych dorosłych relacjach bardziej otwarcie komunikują się w sprawach seksu ze swoim partnerem.

Określenia zastępcze, czyli „to”, „tam”, „tam na dole”, „pupa przednia i pupa tylna” albo „pupa” (jako określenie zarówno pośladków, jak i krocza) są przede wszystkim nieprecyzyjne i dosyć ryzykowne, bo niosą ze sobą komunikat, że o organach płciowych lepiej nie mówić. Dziecku mogą wydać się trochę nielogiczne, bo przecież o nogach, kolanach czy stopach nie mówi się „tam na dole”, chociaż one także znajdują się poniżej pasa. Jako rodzice powinniśmy być zainteresowani, by dziecko, także dla swojego bezpieczeństwa, potrafiło nazwać dokładnie wszystkie części swego ciała i nie wahało się rozmawiać o nich z nami.

Zdrobnienia wyrazów wulgarnych to jedyny sposób nazywania narządów płciowych, który jest jednoznacznie zły.

Można uznać, że najlepsze z powyższych sposobów mówienia o narządach płciowych jest używanie określeń medycznych, zdrobniałych lub przez siebie stworzonych. Każde mają swoje zalety i wady. Wyboru trzeba więc dokonać indywidualnie lub stosować nazewnictwo z tych trzech kategorii przemiennie w zależności od sytuacji.

Co tu się dzieje.

Nazwać narządy płciowe to jedno, a wytłumaczyć, do czego one służą, to drugie. Wielu rodziców boi się pytania: "Skąd się biorą dzieci?", które po raz pierwszy pada właśnie z ust cztero- lub pięciolatków. Na szczęście maluchy są dla nas łaskawe i podczas pierwszej rozmowy zadowalają się często krótkim wyjaśnieniem, np. "z brzucha mamy" czy "rodzice je robią". Mamy więc czas, by ochłonąć i np. kupić odpowiednie pomoce naukowe. Trzeba mieć jednak świadomość, że książeczki czy atlasy anatomiczne dla dzieci sprawy nie załatwią, że wiele trzeba będzie opisać własnymi słowami. Nie musimy natomiast opowiadać o tym, jak my uprawiamy seks. Wystarczy, jeśli skoncentrujemy się na tym, jak to robi pani z panem. Chodzi przecież o edukację, a nie o zwierzenia. Trzeba też powiedzieć, że seks nie służy wyłącznie prokreacji, ale także sprawianiu sobie przyjemności przez dwoje dorosłych i kochających się ludzi. Z kolei, co oznacza zwrot "uprawiać seks", można wytłumaczyć, mówiąc "dotykać się całym ciałem". To bardziej precyzyjne niż "kochać się" lub "przytulać".

Oprócz rozmów o tym, jak powstaje człowiek, musimy też przygotować się na te o masturbacji, bo przecież oddaje się jej znaczna część przedszkolaków. Naszym zadaniem jest nauczyć dziecko, że nie "pociera się" krocza w obecności innych ludzi. A nie (uwaga!), że jest to czynność zła czy szkodliwa. "Pocierać" jest jednym z lepszych synonimów dla "onanizmu", bo w przeciwieństwie do wielu innych nie ma wydźwięku pejoratywnego. Jeśli jesteśmy rodzicami chłopca, czeka nas z pewnością pytanie o wzwód, czyli o to, "co się stało z siusiakiem?". Pierwszy raz pada zazwyczaj wtedy, gdy dziecko kąpie się w wannie albo rano wstaje z łożka. Wystarczy uspokoić chłopca, mówiąc, że to normalne, zwłaszcza tuż po obudzeniu lub w wodzie. Za jakiś czas na pewno trzeba będzie wyjaśnić sprawę obszerniej mówiąc, że do erekcji dochodzi także podczas seksu i że jest to ściśle związane z odczuwaniem przyjemności.

 

Nie twórz próżni

A jeśli malec w ogóle nie pyta o sferę intymną? Z pewnością nie jest to spowodowane tym, że nie jest jej ciekawy, tylko zwykle "wychowaniem w próżni". Polega ono na często niewerbalnym zniechęcaniu dziecka do poruszania owych trudnych tematów. Rodzice robią to, np. grożąc palcem synkowi dotykającemu swojego penisa albo zabierając jego rękę i delikatnie w nią uderzając. Mogą też, gdy kilkulatka np. zainteresuje się brzuchem ciężarnej, powiedzieć, że nie warto się tym interesować. Wychowywane w ten sposób dziecko otrzymuje komunikat, że o pewnej sferze się nie rozmawia, że jest ona zakazana. Łatwo się domyślić, że takie postępowanie może zaburzyć jego seksualny rozwój. Mając to na względzie, powinniśmy dążyć do tego, by nasze dziecko zadawało pytania o sprawy intymne, chociaż mogą być one dla nas kłopotliwe. Pamiętajmy, że zawsze, jeśli poczujemy się zaskoczeni i zakłopotani, możemy obiecać malcowi, że wyjaśnimy wszystko np. wieczorem lub następnego dnia. Oczywiście obietnicy musimy dotrzymać. Dobrze do tej rozmowy przygotować się wspólnie z partnerem. Może okazać się, że i nam rodzicom wyjdzie to na dobre.

Dobra odpowiedź

Trudno przewidzieć wszystkie pytania związane ze sferą seksualną, bo też dziecięca kreatywność jest nieograniczona. Jeśli mamy wątpliwości, czy nasza odpowiedź jest dobra, zadajmy sobie trzy pytania:

1. Czy to, co chcemy powiedzieć, jest prawdą?
2. Czy moje dziecko jest w stanie to zrozumieć?
3. Czy wyjaśniam tylko to, co malec chce w tym momencie wiedzieć i nic ponadto?

Powinno wyjść trzy raz "tak".

 

edziecko.pl

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

PROMOWANE OGŁOSZENIA:
ABC